
19.07.2010 [12:00]
Z punktu widzenia najbardziej prestiżowej obecnie klasyfikacji sumującej dokonania kolarskich tuzów, czyli UCI World Ranking (obejmującej wyścigi ProTouru i tzw. Imprezy Historyczne), ważniejszy od lipca będzie sierpień. Zwycięstwo w trzytygodniowej „Wielkiej Pętli” warte jest 200 punktów, dodatkowych 80 punktów można jeszcze zgarnąć ostatniego dnia lipca za triumf na górzystej trasie klasyka San Sebastian. Tymczasem w sierpniowej puli do zgarnięcia teoretycznie jest aż 360 punktów, bo na tyle wyceniono zwycięstwa w dwóch tygodniowych etapówkach i dwóch semiklasykach przypadających na ten miesiąc. Przypomina to sytuację sprzed powstania ProTouru, gdy prowadzono cykl jednodniowych wyścigów o Puchar Świata. Wówczas największą sławę można było oczywiście zdobyć we Flandrii, na brukach Roubaix czy w Ardenach, lecz z punktu widzenia owego rankingu ważniejszym było wstrzelenie się ze szczytem formy w dwa sierpniowe tygodnie, tzn. na wyścigi w San Sebastian, Leeds czy Hamburgu i Zurychu.
Wśród imprez ulokowanych w kluczowym dla światowego rankingu momencie sezonu znalazł przed rokiem swoje miejsce Tour de Pologne. Od 1 do 7 sierpnia na szosach centralnej i południowej Polski o prestiż, pieniądze, kontrakty na przyszły sezon i wspomniane punkty UCI walczyć będą kolarze najlepszych grup świata. Stwierdzenie, iż pojawią się u nas najlepsi kolarze świata, byłoby pewną przesadą. Niektórzy, owszem, lecz większość gwiazd TdF będzie zapewne odpoczywać po trudach francuskiej batalii lub przelewać sławę zdobytą w „Wielkiej Pętli” na gotówkę za starty w rozmaitych kryteriach w Europie Zachodniej. Niemniej kilka gwiazd pierwszej wielkości i kilkunastu asów z drugiego szeregu zapewne pojawi się na starcie w Sochaczewie. Rzecz jasna dla polskich kibiców będzie to jedyna okazja, by w kraju zobaczyć kolarzy tej klasy.
Kto na starcie?
Na przeszło miesiąc przed 67. Tour de Pologne trudno spekulować, jakie słynne postacie zobaczymy na polskich drogach. Start w naszym narodowym tourze jako imprezie z ProTouru zapewniony miało osiemnaście ekip z licencjami PT na sezon 2010. Ponadto Czesław Lang na zasadzie dzikich kart zaprosił jeszcze cztery zespoły zagraniczne, tzn. BMC Racing, Cervelo, Vacansoleil i Skil-Shimano oraz reprezentację Polski, którą poprowadzi selekcjoner Piotr Wadecki. Wydaje się wielce prawdopodobnym, iż w peletonie TdP, podobnie jak przed rokiem, ujrzymy aktualnego mistrza świata. Czempion z Mendrisio, czyli Cadel Evans, dzięki równej i wysokiej formie od początku sezonu (m.in. zwycięstwo we Fleche Wallonne i piąte miejsce w Giro d’Italia) zdecydowanie prowadzi w światowym rankingu z dorobkiem 384 punktów. Australijczyk z BMC wyprzedza aż o 80 punktów swego ekskompana z ekipy Omega-Pharma Belga Philippe’a Gilberta, który na trasach wiosennych klasyków imponował tak wszechstronnością, jak i agresywnym stylem jazdy. Na miejscach od trzeciego do piątego są obecnie Hiszpanie (Joaquin Rodriguez – 300 punktów, Contador – 260 i Luis Leon Sanchez – 233). Jeśli Contador wygra TdF po raz trzeci, może tym samym zmusić Evansa do startu w TdP, o ile oczywiście zwycięstwo w UCI World Ranking jest wśród priorytetów Australijczyka.
Krótsze wyścigi etapowe dla dyrektorów sportowych wielu ekip bywają poligonem doświadczalnym, na którym mogą sprawdzić mniej znanych (młodszych bądź „rezerwowych”) zawodników, stąd pojawia się wrażenie, iż niektóre drużyny przysyłają na TdP swój drugi skład. Niemniej na pewno nie będą tego mogły uczynić zespoły walczące o prymat w drużynowej wersji światowego rankingu, czyli prowadząca Astana oraz ekipy depczące jej po piętach, tzn. Katiusza, Liquigas, Saxo Bank, HTC-Colombia i BMC. Co to będzie oznaczać dla nas, dowiemy się już za kilka tygodni.
Trudne prorokowanie
Jakiego typu wyścigiem jest TdP, nasze jedyne okno na wielki kolarski świat? Przyglądając się zwycięzcom z ostatnich pięciu sezonów, czyli od powstania ProTouru, można powiedzieć, że nie preferuje on jednego typu kolarza. O zwycięstwie w „generalce”, szczególnie odkąd zrezygnowano z indywidualnej czasówki, decyduje zazwyczaj postawa na parokilometrowych podjazdach. To zaś teren zbyt łatwy dla typowych górali i zbyt trudny dla sprinterów, lecz w sumie całkiem przyjazny dla większości mocnych kolarzy o różnych kolarskich specjalnościach. Wygrywali już u nas fachowcy od bruków (Johan Van Summeren i Alessandro Ballan), jak i górzystych klasyków (Kim Kirchen), a także niemieccy spece od krótkich wyścigów etapowych (Stefan Schumacher i Jens Voigt). Blisko zwycięstwa byli nawet zawodnicy znani z wyścigów wieloetapowych. Wspomniany Evans oraz Holender Robert Gesink zajmowali drugie miejsca w latach 2006-2007, zaś Franco Pellizzotti był trzeci w 2008 roku.
W tym roku trasa TdP powinna nieco bardziej sprzyjać góralom, przynajmniej na dwóch etapach (piątym i szóstym) będą się mogli wykazać. Najpierw pięć podjazdów pod Zameczek i ciężki (jak na polskie warunki) finał pod ustrońską Równicę. Dzień później sześć premii górskich na Podhalu i finisz, też pod górę, do stacji termalnej w Bukowinie Tatrzańskiej. Taki przekrój trasy powinien też bardziej odpowiadać naszemu górskiemu asowi Sylwestrowi Szmydowi, który dzięki swej postawie na trasie Criterium du Dauphine nie tylko zasłużył sobie na podziw i wdzięczność wielu kibiców, lecz zarazem wywalczył jedyne w tym roku polskie punkty do wspomnianego światowego rankingu.
Na starcie 67. Tour de Pologne ujrzymy 14 Polaków. Pięciu z ProTouru, Michała Gołasia z Vacansoleil oraz ośmiu wybrańców Piotra Wadeckiego. Na nich spocznie zadanie wyrwania Polski z odległej trzydziestej pozycji, jaką nasz kraj zajmuje obecnie w narodowej wersji rankingu światowego. Lepszej okazji ku temu nie będzie, więc od wszystkich naszych rodaków i reprezentantów oczekiwać powinniśmy jazdy na 100% ich możliwości.
07.08.2010 [18:52]
06.08.2010 [18:57]
05.08.2010 [19:14]

Komentarze
Publikowane opinie są prywatnymi opiniami użytkowników. Koncept sp. z o.o. nie ponosi odpowiedzialności za treść tych opinii.